W takich sytuacjach bez namysłu przystawiam ją do piersi ażeby się uspokoiła, czasem po prostu przyśni się coś złego, czasem jakiś mały głód...
Ale tym razem to było coś innego! :(
Jak tylko wzięłam ją na ręce, poczułam bijącą od niej gorączkę i od razu wiedziałam, że coś jest nie tak...
Pierwsze co, sprawdzam dziąsełka...
Okazuje się, że ma spuchnięte, wielkie gorące, gule, po lewej i po prawej stronie na dole, w miejscu 'trójek'.
Pomyślałam: to na pewno ząbkowanie !
Ale to i tak nie dało Mi już spokojnie spać...
[Wygodnie jest zrzucić wszystko na ząbki. A przecież temperaturą mogą objawiać się wszelakie, mniej lub bardziej groźne, choróbska!]
Wczoraj rano temperatura się obniżyła, nie przekraczała 37 stopni...
Niestety upał na dworze, 36 stopni w cieniu [!!!], sprawił, że organizm dodatkowo się osłabił i już popołudniu, w błyskawicznym tempie, na termometrze było 38 i pół ...
Nie zastanawiając się już dłużej od czego to[!?], chwyciłam za telefon i dzwonie.
Najpierw do Naszego pediatry, chce Mi pomóc przez telefon [jest na urlopie], tłumaczy, uspokaja, ale to dla Mnie jest za mało...
Dzwonię dalej wyszukując w sieci numery kontaktowe, coraz bardziej martwiąc się, o to że, o tej godzinie i o tej porze roku [wakacje!] nie znajdę NIKOGO w promieniu 40 km !
Wykonałam kilkanaście telefonów, już prawie straciłam nadzieję...
Owszem umówiłam się, ale na poranną godzinę następnego dnia! Dla mnie to niestety zbyt odległy czas, w końcu nadchodzi noc i temperatura rośnie mimo leków zbijających gorączkę ! Lakarz musi JĄ obejrzeć - natychmiast !
Ostatni telefon, ostatnia nadzieja i JEST !
Odbiera Pani doktor [specjalista chorób dziecięcych, neonatolog], z bardzo spokojnym i ciepłym głosem...
Tłumaczy:
"Uspokój się Skarbie. Jestem w domu, wsiadajcie w auto, przyjedźcie..."
Po policzku pociekły mi łzy...
Tym razem łzy radości, a nie jak te wcześniejsze - smutku, złości i bezradności !
Zapakowaliśmy do samochodu rozpaloną Kornelię i jedziemy.
Po 45 minutach byliśmy na miejscu.
Spokojna już, że jest w dobrych rękach słyszę, że to NIC złego, że to tylko jakiś wirus... Do tego ząbkowanie i upały na dworzu, przyczyniły się do obecnego stanu Kornelii.
Kamień spadł Mi z serca !
Na recepcie jakieś leki, ale nie antybiotyki. Do stosowania przez 5 dni.
Pani Doktor zapewniła, że wszystko przejdzie, a i ząbki niedługo wyjdą.
Uff... Co za ulga!
Tyle strachu i nerwów o 'nic wielkiego'...
Ale dopóki tego nie wiedziałam, świat się dla Mnie zatrzymał!
W głowie nie miałam niczego innego poza tym ażeby jak najszybciej pomóc własnemu dziecku.
Znalazłabym wczoraj tego lekarza, choćby na końcu świata ! ! !
Już teraz wiem na pewno! Jeżeli chodzi o Kornelię, nie ma dla Mnie rzeczy niemożliwych...
Dziś jest już lepiej... :)
