środa, 1 października 2014

MEMORIES ...

Październik.
Miesiąc intensywnego grzybobrania, spadających liści, soczystych jabłek, grubych swetrów i ... wszelkiego rodzaju przeziębień !
My już wiemy co to wirus tej jesieni :/

Kornelia od 3 dni mocno pociąga noskiem, chociaż dzisiaj to jest już i tak dużo lepiej niż wczoraj i przedwczoraj.
Mam nadzieję, że 'katarzysko' pokonane!

Ale nieważne, czy chore czy zdrowe, kiedy za oknem robi się szaro, zimno, ponuro i deszczowo, na poprawę humoru, zawsze sięgamy po zdjęcia z Naszych wakacji.
Też tak macie? :)




Odkąd jednak era aparatów fotograficznych na kliszę minęła, 90% zdjęć nie ląduje w albumach, a na dysku.
A szkoda!
Dlaczego?
Bo po pierwsze może zdarzyć się tak jak u mnie, że dysk umrze śmiercią nagłą i niespodziewaną a wszystkie dane są nie do odzyskania ;(
A po drugie - przeglądanie zdjęć na ekranie monitora nie wywołuje tyle pięknych wspomnień co wtedy, kiedy trzymamy je w ręce...

Tak więc postanowiłam, że już dość magazynowania zdjęć w 'zimno' nazwanych folderach i zaczęłam powoli tworzyć namacalną pamiątkę :)
A zaczęłam od Naszych tegorocznych, majowych wakacji na Rodos :)

Jednym słowem stworzenie foto - książki PRINTU było rewelacyjnym pomysłem! :)
Pomijając wysoką jakość wykonania, która oczywiście jest też bardzo ważna, taka pamiątka z wakacji może 'ocieplić' Nam każdy 'brzydki' dzień :)
W końcu wakacje są tylko raz w roku i należy im się taka oddzielna, wyjątkowa oprawa :)

Nasza foto-książka już od kilkunastu dni dumnie prezentuje się na półce z książkami a My chwalimy się nią każdemu kto Nas odwiedzi :)
Wy też chcecie mieć taką wyjątkową pamiątkę z wakacji?
Jeśli tak to mam dla Was wspaniałą wiadomość ! :)





Razem z PRINTU chcemy podarować Wam bony na stworzenie własnej foto- książki!

Wystarczy tylko, że w komentarzu pod tym postem opiszecie Nam swoje najpiękniejsze wakacje w taki sposób, że od razu zamarzymy o tym, aby je dla Was wydrukować <3
Poza tym bardzo Was proszę o publiczne udostępnienie tego wpisu na Waszych tablicach [bądź blogach] oraz polubienie profilu PRINTU ILE d'AMOUR na FB :)


Do wygrania będą cztery bony podarunkowe:
- nagroda główna: bon o wartości 100 pln [do wykorzystania przy zamówieniu za minimum 101 pln]
- oraz trzy bony o wartości 50 pln [do wykorzystania przy zamówieniu za minimum 51 pln]

Nie zapomnijcie w komentarzu podpisać się imieniem, nazwiskiem oraz mail'em :)

Konkurs rozpoczyna się dziś, tj. 01.10.14r. i potrwa do niedzieli, tj. 05.10.14r. do godziny: 20:00.
Wyniki zostaną ogłoszone na Moim FB w przeciągu 3 dni od zakończenia konkursu.



POWODZENIA :)





opaska z kokardką mała mama || 
tiulowa spódniczka infante.pl || bluzeczka h&m ||
rajstopki z kotkami h&m ||



EDIT:

Kochani, wszystkie Wasze wakacyjne opowieści są przepiękne, wzruszające i niewątpliwie każdemu z Was należy się nagroda! :) :*
Jednak niestety nagród mamy tylko cztery, więc musiałam kogoś wybrać... 

Z ciężkim więc sercem ale i ogromną radością ogłaszam:

BON na foto-książkę PRINTU w wysokości 100 zł [do wykorzystania przy zamówieniu za minimum 101 pln] otrzymuje:
Paulina Terlecka

Natomiast BONY na foto-książkę PRINTU w wysokości 50 zł [do wykorzystania przy zamówieniu za minimum 51 pln] otrzymują:
Michalina Hanko, Anna Ziętara oraz Joanna Libera.


Wygranym serdecznie GRATULUJĘ i bardzo proszę o skontaktowanie się ze mną do końca tego tygodnia, tj. 12 października 2014r do godziny 19:00.
Brak kontaktu jest równoznaczny z rezygnacją odbioru nagrody.


Bardzo dziękuję wszystkim za udział w KONKURSIE!
Do następnego :*

30 komentarzy:

  1. a ja zupełnie nie mogę się za to zabrać

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczęścia nie mamy u Was, ale spróbujemy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się zainspirowałam Waszą fotoksiążką i zamówiłam sobie album ze zdjęciami z naszych wakacji na Kos;) Właśnie czekam na przesyłkę;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiem Wam o moich najpiękniejszych wakacjach. Dla mnie właśnie te tegoroczne były tymi naj. A dlaczego? Musimy trochę cofnąć się w czasie. Ponad dwa lata temu urodziłam słodkiego synusia- Mikołaja. Niestety Miki urodził się z obniżonym napięciem mięśniowym i małą wadą. Cały czas jeździliśmy z Nim na rehabilitację, ćwiczyliśmy w domu, aby zaczął siadać, a potem raczkować. W końcu przyszedł moment na samodzielne chodzenie. I tu pojawił się problem, bo mimo tego, że nikt nie widział żadnych przeciwwskazań, to Miki chodzić nie chciał. Zakupiliśmy Mu ortezy korygujące, bo stópki się krzywią, i dalej czekaliśmy. W lipcu Mikołaj skończył dwa latka, i na Swej imprezce urodzinowej chodził jeszcze za rączkę. Dwa dni później spacerując z Nim po podwórku, puściłam Go, by stanął sam i powiedziałam aby do mnie podszedł. I wiecie co? Przyszedł do mnie Sam, bez niczyjej pomocy. A po południu chodził już całkiem śmiało i odważnie. Obecnie Miki śmiga już jak Jego rówieśnicy. I teraz wiem, że praca, dużo wiary czynią cuda. Ponadto w te wakacje postanowiliśmy także Synusiowi pokazać trochę Polski. Stwierdziliśmy, że nie możemy się cały czas martwić o chodzenie, ale trzeba normalnie żyć. I takim sposobem znaleźliśmy się w Zakopanem. Były to dla mnie cudowne chwile, bo mogłam pokazać synusiowi miejsca bardzo związane z Naszą rodziną, albowiem moja mama urodziła się właśnie w Zakopanem. Zobaczyliśmy Giewont, wjechaliśmy kolejką na Gubałówkę, spacerowaliśmy po Krupówkach, odwiedziliśmy rodzinę. Synuś najbardziej zachwycony był widokiem malutkich owieczek i koników stojących na Krupówkach. Do tej pory mam w ustach także smak najlepszych na świecie oscypków, i czuję tamtejszy klimat, tą życzliwość góralską, to rześkie powietrze. Całą rodzinką robiliśmy sobie też takie jedno, bądź dwudniowe weekendowe wypady po okolicznych miejscowościach. Było zwiedzanie zamków, łowienie pstrągów, wycieczka nad zaporę. Cieszyliśmy się także chwilami spędzonymi w domu, gdyż tak rzadko mamy okazje spędzić je w trójeczkę- ja, mąż i synuś, jako że małżonek pracuje w delegacjach. Organizowaliśmy grille dla znajomych, graliśmy w badmintona, bujaliśmy się na ogrodowej huśtawce, lub beztrosko wylegiwaliśmy się na kocyku pod rozłożystym orzechem. A wszystko to okraszone było masą radości i szczerych uśmiechów oraz całymi tuzinami miłości. Tak, to były z pewnością me najlepsze wakacje!
    Paulina Terlecka
    paulinkas1989@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje najpiękniejsze wakacje zdarzyły się w tym roku. Dlaczego? Odpowiedz jest prosta. W tym roku w lutym przyszła na świat nasza córeczka :) mimo że w wakacje miała 5/6 msc spędziliśmy je aktywnie odwiedzając pobliskie miasta z zabytkami i wyjazdami nad wodę. Łapaliśmy każdy promyk słońca i cykaliśmy milion fot z nowymi umiejętnościami i minkami naszej kruszynki. W te wakacje wszystko było dla nas nowe i bardziej fascynujące ze względu na Nadusie naszą :) Tak to zdecydowanie najpiękniejsze wakacje w moim życiu! Taki albumik byłby świetna pamiątką nawet dla niej jak podrośnie, jaka była maleńka gdzie była i robiła w wieku 6 msc. Pozdrawiamy Dominika Baska koyuki@amorki.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Miasto jak ze snów. A w sumie to małe miasteczko,pełne uroku i życzliwych ludzi.

    Czas tam płynie inaczej..wolniej..czas tam..jakby się zatrzymuje w miejscu kiedy spaceruje się między uliczakami idąc w stronę morza.

    Miłość od pierwszego spojrzenia,znacie o uczucie ? kiedy pierwszy raz przybyliśmy do Sianożęt właśnie to poczułam ! to moje miejsce ! mój raj na ziemi.

    Jak będę na emeryturze,wybudujemy tu dom ! powtarzam do mojego Męża. Tam wszystko jest takie wyjątkowe.

    Dziś…..taaaaak mi tęskno za morzem,za tamtym miejscem,za goframi,za życiem bez pośpiechu TAM,za sympatycznymi obcymi twarzami mówiącymi dzień dobry,za małym marketem gdzie nie ma kilometrowych kolejek,za pyszną wędzoną rybą maślaną,za ulicą niby główną a jakże spokojną,za lodami tymi na rogu..i tymi tuż przy plaży,za popcornem który dziewczyny ze Śląska sprzedawały,za wszystkim tym czego tutaj w mieście nie ma…ah….

    Gdyby tak zamknąć oczy..i przenieść się w czasie..chociaż na malutką chwilę,by odetchnąć od miejskiego zgiełku,od wszystkich problemów które TAM nie istnieją..

    Usiąść na plaży i marzyć..wypatrywać zachodu słońca.


    Agnieszka Kędziora
    Aguuusia_88@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. tak, tegoroczne wakacje takie były, zaczęło się bardzo tajemniczo, już w styczniu rodzice zaproponowali nam że zafundują wakacje, na początku nie wierzyłam ale czas mijał, rodzice zarezerwowali i już marzenie się spełniało, mnie tylko pozostało czekać i modlić się, żeby dziewczynki były zdrowe, wyjazd do Pogorzelicy do przepięknego apartamentowca to było to, spełnienie marzeń i dla nad dorosłych i dla naszych dziewczynek - basen, wielki plac zabaw i na świeżym powietrzu i wewnątrz, przecudna restauracja ze szwedzkim stołem, gdzie dziewczynki mogły same wybierać i jeść co chcą, piękne, czyste pachnące igliwiem lasy, apartament dwupoziomowy ze schodami, które okazały się mega atrakcją, jednym słowem żyć nie umierać, codziennie jeździliśmy zwiedzać co innego - w pierwszym dniu byłyśmy w Rewalu, drugiego pojechaliśmy do Trzęsacza, jeszcze później do Niechorza i do Kołobrzegu, wszędzie moc atrakcji i mnóstwo zdjęć pamiątkowych :)
    pozdrawiam
    Joanna Czarcińska-Borowicz

    OdpowiedzUsuń
  8. A nasze najpiękniejsze wakacje miały miejsce aż dwa razy. Po raz pierwszy w Hiszpanii. Z pozoru wycieczka-koszmar: 30 godzin jazdy w autokarze, spuchnięte nogi podczas całego urlopu, codzienna wspinaczka na stromą górę w celu powrotu do hotelu [i to kilkakrotnie w ciągu dnia!], niechęć do picia, jedzenia etc, oraz choróbsko jakie się do mnie przyplątało, a ja nie miałam pieniędzy na leki. Jednak okazały się one najcudowniejszymi pod słońcem, bo odpoczęliśmy tak bardzo, że po długim czasie starania się, w końcu udało nam się począć naszą córkę :) Na tych wakacjach właśnie. I świat stał się dużo piękniejszy.
    Drugie najcudowniejsze wakacje zdarzyły się parę miesięcy potem, gdy w 5 miesiącu ciąży wybraliśmy się na kilka dni do Paryża. Było to moje marzenie, które koniecznie chciałam spełnić z tym szkrabem w brzuchu. I mimo słodkiego, małego ciężarku, którego upiąć w pasy w samolocie nie mogłam, latałam jak fryga po mieście. Miałam tak niesamowicie dużo energii, że sama siebie i męża zadziwiałam. W każdym calu była to wspaniała i udana wycieczka. Mimo, że pod koniec października, to i tak, było cudownie - pierwszy i ostatni dzień przywitał nas takim słońcem, że chodziliśmy bez kurtek! I najważniejsze, że w brzuszku siedział ktoś, kto nie tylko dodawał nam energii, ale też przeżywał wszystko razem z nami, dając znać o sobie kopniakami i czkawkami podczas odpoczynku, i słodkim lenistwem podczas intensywnego zwiedzania.

    A każde następne wakacje z córą, są tak samo piękne, w naszym urokliwym kraju. Córa ma podróże wprost we krwi. Po mamie rzecz jasna :)
    pozdrowienia,
    Iza Rególska
    dahilia@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam, nasze najpiękniejsze wakacje były w tym roku w lipcu. Cała nasza czwóreczka - mama Asia, tata Marcin,syn Kacper -3,5latek i najmłodsza kruszynka Natalka-7miesięcy- ruszyła nad polskie morze. Przecież jest najpiękniejsze!! Tarasa była długa i męcząca, bo musieliśmy przejechać ponad 200km, ale warto było. Pogoda nam dopisała, a cudownych 7 dni spędziliśmy tylko razem- bez pospiechu, nerwówki, bez telefonów z pracy,itd. Mogliśmy poświęcić czas tylko sobie i naszym dzieciom. Wspólne poranki,zabawy,spacery na plaży, zwiedzanie miasta oraz kołysanki do snu okazały się bezcenne. Dzieci bardziej z nami się zżyły, Kacper codziennie mówił nam ze nas kocha, a Natuśka nie odpuszczała tatusia na krok, dając mi trochę odsapnąć.Każdy uśmiech naszych dzieci w promieniach gorącego słońca uwiecznialiśmy na zdjęciach, do których teraz często powracamy w te chłodne i ponure dni. Do domu wróciliśmy przepełnieni radością i miłością dla siebie, naładowani pozytywną energią i chęcią do pracy. Ps. Kacper jeszcze wspomina lato :) Pozdrawiam, Joanna Libera, a.libera@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Fotoksiążka to rewelacyjna pamiątka:)
    Zapraszam do siebie.
    Obserwujemy?;>

    OdpowiedzUsuń
  11. Nasze najpiękniejsze wakacje ale tylko 7 dniowe spędziliśmy w tym roku nad naszym morzem.Zdecydowałam w tym roku że i tak na egzotyczne wakacje nas nie stać i kisić się w domu i tak nie mieliśmy zamiaru,chociaż przy takich temp. co były,ufff miło jak sobie przypomnę :) to wbijamy na chatę do dziadków maluchów,konkretnie mojego Taty.Nie widzieliśmy się dawno a na świat przyszedł mój brat wiec trudno było znaleźć wymówkę :) Plany się trochę pokrzyżowały bo Tatuś a mój Mąż musiał posłusznie zostać w pracy a ja napalona na urlop jak osa na miód stwierdziłam ze bez chłopa tydzień wytrzymam :) Oczywiście fajnie tłumaczyłam sobie że moje potworki dwa będą miały matkę tylko dla siebie i po takim tygodniu tak im zbrzydnę, że będę miała chociaż dzień spokoju od nich po powrocie do domu :)
    Plan taki:
    spakować walizki
    zdążyć na pociąg
    wytrzymać zamknięta w przedziale z małymi potworkami 5 godzin monotonnej jazdy
    dać rade z wózkiem ,walizką i rozbrykanym 5 latkiem i znudzonym 2 latkiem
    Co to dla mnie? :)
    Dojechałam spocona,wyczerpana i z bólem głowy.
    Mimo że przygód miałam mnóstwo i wyczerpałam ich limit po dwóch dniach,moją wyprawę z dwójką dzieci samotnie naszą przewspaniała PKP uważam za udany.Była wspaniała pogoda,wypad do Akwarium w Gdyni,masa zabaw w ogrodzie i kąpanie w morzu co dla 5 latka i 2 latka było największą przygodą,wszak to ogromny basen :) Przywiozłam ze sobą masę cudownych zdjęć dawno niewidzianej rodziny,przeszcześliwych dzieci i opaleniznę :) A jak Mąż się stęsknił to tylko ja wiem :)

    Michalina Hanko,caila@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Marzy mi się taki wakacyjny album z naszymi wspomnieniami-w tym roku po raz pierwszy nasza Zosieńka była nad morzem :) pewnie nie my pierwsi i ostatni ,ale na pewno wyjątkowi :) trzymamy kciuki za wygraną a jeśli się nam poszczęści podzielimy się naszymi foteczkami ;)
    marta.borycka@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Pewnie najwspanialsze wakacje to te z czasów dzieciństwa ale z racji wieku -- pamięć już nie ta, więc nie za bardzo potrafię napisać coś ujmującego, więc jednak odwołam się do wakacji, które świetnie pamiętam;):). 2005 rok. Okres studiów. I wielki marazm, życie dla życia ale niezbyt takiego jakiego bym chciała. Nic interesującego. Pojawiła się myśl - wyjazd za granicę, żeby coś zmienić, żeby coś przeżyć, żeby trochę zarobić. Padła decyzja - Ameryka - wow. Udało się, wiza była w paszporcie, sesja przyspieszona, a co najlepsze zdana;). Entuzjazm, radość ale także wielki niepokój. Im bliżej wyjazdu tym coraz gorzej ale nie dało się już nic zrobić. Pierwszy lot samolotem (pierwszą piosenkę, którą usłyszałam była piosenka Michaela Buble - Home - kurcze myślałam, że się rozryczę), pierwsze rozstanie na tak długo z rodzicami i welcome to America;). Od razu nowe doświadczenie - spanie na lotnisku - fajna sprawa;). Te całe wakacje to był jeden wielki kop w ...;). Inne niebo, inne słońce, inna trawa, inni ludzie aż nadto mili (kurcze u nas nie pytają się za każdym razem jak się mam), wszystko inne... Jeszcze nigdy tak bardzo nie tęskniłam za domem, za Polską (czy to już można nazwać patriotyzmem??). Te skunksy, świetliki - a dajcie mi spokój;). Ale jest jeszcze coś jeszcze - poznałam tam kogoś wyjątkowego, z drugiego końca Polski - przyjaciółkę, z którą spędzałam każdą wolną chwilę, z którą dogadywałam się bez słów, z którą zobaczyłam Nowy Jork, z którą odliczałam dni do powrotu. I choć minęło już 9 lat i od tamtego dnia, kiedy wylądowałyśmy i nawet nie miałyśmy okazji się pożegnać to nadal mamy kontakt:):):). To był rudy promyk moich wakacji. To właśnie Marta kojarzy mi się z Ameryką. Ale to jeszcze nie wszystko;). Miałam jeszcze jeden łącznik z Polską - kolegę, zwyczajnego kolegę, znajomego, którego poznałam rok wcześniej. Mimo różnicy czasowej udawało mi się z Nim rozmawiać kiedy był w pracy. I nawet nie wiedziałam kiedy zaczęłam nie móc się doczekać, żeby z Nim porozmawiać na gg. Wstawałam i pierwsze co robiłam to był komputer, żeby zdążyć zanim wyjdzie z pracy. Bo potem On kończył a ja zaczynałam pracę. Ale to był tylko kolega - tak sobie wmawiałam. Po powrocie do Polski dowiedziałam się, że rodzice podczas powrotu z lotniska mieli wypadek. Na szczęście nic poważnego im się nie stało. Pytanie: Po co tam leciałam??? Wróciłam do domu i zupełnie nie mogłam się odnaleźć, czegoś mi brakowało i mimo spania na ulicy, kłopotów z pracą to jednak chciałam tam wrócić... I sama nie wierzyłam, że mogłam za tym tęsknić... A może brakowało mi czegoś innego??? Czegoś albo kogoś??? Nie wiem, ale 2 miesiące po zaczęła mi się przygoda z chłopakiem od GG a dzisiaj jest moim narzeczonym i mamy synka (o jego cudowności nie muszę wspominać). I gdyby nie te wakacje to może nie bylibyśmy razem, bo czasami trzeba pokonać wiele tysięcy kilometrów, żeby się odnaleźć... Trzeba się oddalić, żeby dostrzec to z innej perspektywy... I chcielibyśmy kiedyś razem odwiedzić Stany:):) bo przecież coś im zawdzięczamy;).
    Anna Ziętara
    aglaja33@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Marzy mi się pamiątka z pierwszych wakacji mojego synka. Byliśmy nad morzem mamy ponad 3000 zdjęć i nie możemy się zdecydować z których zrobić książkę, może taki bonik byłby motywacją do działania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Marzyliśmy zawsze o Disneylandzie,
    My rodzice i nasze dzieci
    Bo zawsze jest nadzieja
    Że moglibyśmy spotkać tam przyjaciół wiele
    Z Myszką Miki i Minnie na czele.
    A jak się czegoś pragnie i w coś mocno wierzy
    To jest szansa, że się nam przydarzy.
    I spełniło się nasze marzenie
    Bo to było z serca płynące pragnienie!

    Disney do świat piękny i magiczny
    I syna ukochany Zygzak Mcqueen zabrał nas
    W podróż w sposób błyskawiczny
    By spełnić każde nasze marzenie.

    Byliśmy w Chłodnicy Górskiej
    Jeździliśmy autami oraz na kolejce górskiej
    Byli wszyscy bohaterowie Złomek, Sally i Wójt Hudson.

    Córka zawsze marzyła o odwiedzinach świata księżniczek
    Pragneła zobaczyć: Śnieżkę, Kopciuszka, Roszpunkę, Aurorę
    Bellę, Tianę, Meridę i Pocahontas
    Co mają miłość, nadzieję i wiarę.
    I udało się zobaczyć je wszystkie na cudnej paradzie
    Oraz na żywo zobaczyć Roszpunkę w jej komnacie.

    Zobaczyliśmy mnóstwo Disneya bohaterów- ulubioną Cynkę
    I ja mama zamieniłam się tam w małą dziewczynkę
    Bo w tym magicznym świecie bajkowym
    Zapominamy o problemach swoich.

    Spotkaliśmy również bohaterów w Stuwiekowym lesie
    gdzie wiatr miłą piosnkę niesie,
    Że Tygrysek, Królik i Prosiaczek z Kubusiem
    Grają w misie patysie.

    Wśród tej naszej cudownej wyprawy
    mieliśmy ogrom zabawy
    Karuzele, zjeżdżalnie, szybkie kolejki
    Wieczorem cudne fajerwerki
    Muzyka, która śpiewa w naszych duszach
    „Magic Everywhere”
    Wszędzie bajkowo, kolorowo
    Wszyscy byliśmy tam dziećmi
    A wspomnienia zawsze zostaną w naszych sercach:)
    Monika Gawrońska
    ambagaw@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Dzięki, że mi przypomniałaś o wywołaniu zdjęć :) Właśnie skończyłam zamawiać, bo zabierałam się za to już od miesiąca :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zdjęć masa w domu , niestety w tym roku wyjazdu wakacyjnego nie było ale szaleństwa wakacyjne i owszem. Wycieczki rowerowe, które dzieci uwielbiają ....duża część zdjęć z poprzednich lat niestety zaginęła wraz z padającymi komputerami ,dlatego coraz częściej wywołujemy nasze fotki. Foto książki jeszcze nie mamy więc taka pamiątka dla dzieci to byłaby mega frajda i super .
    Agnieszka Tarnawska
    amakles1@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. Jest rok 2003, właśnie skończyłam 18 lat i wraz z trzema przyjaciółkami wybrałam się pod namiot do Czech. Pierwsze samodzielne wakacje (no dobra, mój kochany tatko nas zawiózł) i szał. Ale nie taki szał jak myślicie, szalałyśmy całkiem grzecznie, dzień spędzałyśmy na jeziorkiem, czasem wypiło się piwo z mentowką, zagryzło langosem, a czasem siedziałyśmy pod kocami przy ognisku. Dlaczego wybrałam akurat te wakacje? Bo wiem, że takie już nigdy się nie powtórzą, teraz nawet o spotkanie z moimi dziewczynami ciężko, a niestety wszystkie razem nie spotkamy się już na pewno, no chyba, że po tej drugiej stronie urządzimy sobie kiedyś wakacyjny wyjazd :*.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie podpisałam się ;). Natalia Hømpler friggi@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. Najlepsze wakacje to te w Milnie 21 lat temu. Lato, morze, cudowna pogoda i mnóstwo nowych ludzi. Dyskoteki, pierwsze całusy i miłosne kartki. Po ciszy nocnej ucieknie to innego domku i super zabawa. Podchody, zawody w siatkowe, plażowanie. Czego mozna chcieć od zycia wiecej. Te 3 tygodnie uświadomily mi jak ważna osoba w moim życiu jest moja młodsza siostra. Jest młodsza wiec na kolonii klasyfikowala sie do młodszej grupy ale ja zacięcie walczyłam zeby była w mojej i tak tez sie stało. Zawsze razem, zawsze sie wspierałysmy, bawiliśmy i opowiadalysmy nocami miłosne fantazje. Tak było 21 lat temu tak i jest teraz.


    dominika.goralska@yahoo.ie

    OdpowiedzUsuń
  21. Moje najpiekniejsze wakacje to te z roku 1985 bo wtedy pierwszy raz w zyciu zobaczylam jak wyglada lato...i choc ich nie pamietam wierze ze byly najpiekniejsze bo teraz widze po moich dzieciach ile radosci sprawia im przebywanie na swiezym powietrzu i patrzenie na promyki slonka. Ania Czapka-Moraniec anek62motylek@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. Najpiękniejsze wakacje to chyba co roku są dla nas co roku coś nowego bo im więcej latek tym nasze szczęścia są bardziej kochane. W tym roku był dla mnie wreszcie czas kiedy skorzystałam z wakacji w 100% patrząc jak nasze smyki łobuzują spędzając cudowne chwile na świeżym powietrzu, jak z biegiem czasu poznają wspólnie świat i otaczającą ich przyrodę. Może nie były to wakacje w dalekich ciepłych krajach ale w ciszy i głuszy nad jeziorkiem z dala od cywilizacji obcując przez cały czas z przyrodą. Nasz młodszy synek miał roczek i 3 miesiące i umiejętności poruszania się i wchodzenia wszędzie opanował do perfekcji a radość z możliwości kąpieli zabaw na plaży czy wędrówek leśnych pozostaną na zawsze w naszych wspomnieniach. Starszy smyk obchodził na wakacjach swoje 4 urodzinki jednak jest cudownym przewodnikiem i obrońcą młodszego brata. Wspólne wędrówki i pokazywanie nowych rzeczy braciszkowi to jest to co raduje nasze serducho. Nie ważne gdzie ważne że z kochającymi się osobami, wakacje przepełnione miłością i radością ze wspólnie spędzonego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mogłabym powiedzieć, że każde wakacje w moim życiu miały w sobie to coś, co zasługuje na to by mówić o nich najcudowniejsze.... Jednak dla mnie będą to wakacje roku 2009 .... Nie spędzałam ich w żadnym specjalnym miejscu... nie spędzałam ich z dala od domu... lecz w moim małym rodzinnym miasteczku.. a tak dokładniej na naszym prywatnym rodzinnym RODOS (patrz Rodzinne Ogródki Działkowe Otoczone Siatką )..... I można by powiedzieć, co w tym nadzwyczajnego? Co w tym takiego cudownego? Otóż odpowiedź jest prosta... To były dla mnie ostatnie wakacje jakie mogłam spędzić w towarzystwie mojego taty... Ostatnie, kiedy razem z nim mogłam popracować na ogródku.. razem zbudować taras... razem pośmiać się przy grillu.. razem być w długie letnie dni... A że i dla mnie osobiście był to dość trudny okres, to te chwile były dla mnie podwójnie cenne.. Rady i wsparcie taty pomogły ..... I nie ma się tutaj co rozpisywać. Każdy bowiem wiem, że nic i nikt nie jest w stanie zastąpić nam rodziców... nic nie jest cenniejsze niż chwile spędzone z ludźmi których tak bardzo kochamy... I mimo iż niekiedy los pisze scenariusz, w którym nie jest już nam dalej dane być razem, to chwilę i wspomnienia... te w pamięci i na zdjęciach.... pozostają z Nami na zawsze... i Zawsze kiedy jest nam (mi) tęskno, jedno wspomnienie czy spojrzenie na zdjęcie z tamtych dni, dodaje otuchy i wywołuje uśmiech na naszej twarzy.. Na mojej na pewno... <3 <3 <3 ....
    Anna Niewola
    anuszka.w@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. Pisze jeszcze raz, poprzedni wpis niestety wcięło :(
    Moje najlepsze wakacje były w tamtym roku na Podlasiu, byłam tam z 3 letnia córką oraz kuzynem i jego córką.
    Podlasie to takie piękne i spokojne miejsce, gdzie za dnia niebo jest bardziej błękitne a nocą bardziej czarne i gwieździste niż zwykle. Gdy wspominam te wakacje, to w myślach widzę siebie siedzącą przed drewniana chatka na drewnianej ławce zbitej z jednej deski i dwóch pieńków. Opieram się plecami o chatkę i patrze jak moja córka biegnie boso po brukowanej drodze i uśmiecha się do mnie. Wcale jej nie przeszkadza to, ze jest umorusana od stop do głów bo zabawa jest przednia. Biegnie mi powiedzieć, ze bociany przyniosły swoim maluchom jeszcze ruszające się śniadanko. Ja siedzę na tej chwiejącej się ławeczce, popijam gorąca kawę i upajam się widokiem. To co rozciąga się przed moimi oczami to przede wszystkim spokój... Słyszę szum maleńkiego strumyka w oddali i widzę, jak wiatr leniwie buja złotymi łanami zboża. Słońce odbija się od wody w misce i razi w oczy. Ale miska musi stać, bo w chatce nie ma cieplej wody a tak słońce ja nagrzeje do wieczora. Gdy kończę pic kawę wołam dziewczynki bo już czas na rozpalenie ogniska. One uśmiechają się zbierając patyki i po chwili już nie pomagają tylko bawią się w Indian albo zbierają jeżyny z krzaka. Ognisko rozpalone po południu będzie się paliło jeszcze długo, musi wytrzymać bo na kolacje tez będziemy piec kiełbaski. Wieczorem siadamy z dziewczynkami na kocach przed ogniskiem, opatuleni cieplutko i obserwujemy jak złociste iskierki lecą do nieba i zastanawiamy się do której z gwiazd dolecą. Ranek zaś to zapach jeszcze cieplutkiego mleka od krowy i drożdżówki ze złocistym miodem tak świeżym ze ścieka po palcach aż do łokcia.
    Bez wątpienia pomimo wielu niedogodności i odcięcia od świata to były nasze najlepsze wakacje. Niestety wspomnień nie da się dokładnie odwzorować na zdjęciach ale wierze, ze takie wspomnienia zostają na zawsze w sercu.

    ladyincolors@gmail.com Olka Schumacher

    OdpowiedzUsuń
  25. Od zawsze ciagnęło mnie w drugą stronę niż resztę ludzkości;) Więc, gdy wszyscy jeździli do Hurgady czy Tunezji – ja postanowiłam w 2007r. zrobić objazdówkę po Bałkanach - Serbia, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina. Z ówczesnym chłopakiem (dziś mężem:) spakowaliśmy placaki, wzięliśmy namioty i z mapą w dłoni ruszyliśmy na podbój nowych lądów.
    To była wycieczka życia. Piękne krajobrazy, cudna kuchnia (choć dla mnie zbyt mięsna i zbyt ciężka), otwarci ludzie, charakterystyczna muzyka (zahaczyliśmy też o słynny festiwal w Gucy – rewelacja!) – a obok tego kratery po kulach, zniszczone domy, okopcone zaułki..Ślady wojny sprzed kilkunastu lat. Niby zamknięty rozdział, lecz nadal tak żywy w pamięci ludzi, że rozmowa z Serbami na ten temat już w 2minucie jest przepełniona wszystkimi możliwymi emocjami…Pamiętam zwierzenia mojej rówieśniczki z Belgradu, która podczas nalotów siedziała w schronie i grała w karty z przyjaciółmi ze szkoły..Albo opowiadania o alarmach, które uruchamiały się podczas obiadu i trzeba było pędzić z widelcem w ręku, by znaleźć schronienie…Oj, smutno się zrobiło. A nie o to mi chodziło (rymuję?;) Bałkany są piękne, ludzie wspaniali (choć dość impulsywni) i na pewni warto zwiedzić tamten kawałek świata.
    Na zakończenie dodam tylko, że w Czarnogórze, na sam koniec pobytu los pokazał nam, jak obcy ludzie potrafią być chodzącymi aniołami:) Mieliśmy umówiony nocleg z jednym osobnikiem (korzystaliśmy z hospitalityclub), lecz w ostatniej chwili nas wystawił. Suma sumarum zostaliśmy bez dachu nad głową. Wędrowaliśmy więc po jakims małym czarnogórskim miasteczku szukając schronienia i wreszcie nogi zaprowadziły nas do punktu informacyjnego. Los chciał, że obok nas stał pewien Pan – z wyglądu przypominający Michaela Caine’a;) i słyszał całą naszą historię, o tym, ze nie mamy gdzie spać i „aaaaaa, co my zrobimy”. Nasz wybawca przedstawił nam się jako Irlandczyk, właściciel zameczku(!), który jest w trakcie odnawiania (miał być otelem) i …bez wahania zaproponował nam w nim nocleg. Ot tak, najlepsza miejscówka w mieście! Tym sposobem przez jedną noc ja mogłam być królową, mój luby królem – wszak byliśmy na zamku!:)
    niewątpliwie były to wspaniałe wakacje:)
    Dziś jesteśmy rodzicami dwójki cudnych ludzików i wakacje teraz są również niesamowite (dzięki nim, nie powiem;) – lecz czasem wracamy pamięcią do naszej bałkańskiej podróży. Zazwyczaj kończy się na krótkiej zadumie, uśmiechu i pytaniu: „To co, idziemy w weekend na obiad do bałkańskiej knajpy na Puławskiej*?”;)

    *taka ulica obok nas. Naprawdę jest tam supernowa knajpka z bałkańskim jedzeniem:)

    zytkamarta@gmail.com
    Na FB jako Marta Zet
    Link do udostępnienia:
    https://www.facebook.com/marta.zytka.5/posts/1538925039659083

    OdpowiedzUsuń
  26. Zamiast opisywać i tracić czas:) .... Zaniosłam,zdjęcia poprostu do fotografa i już:) ulubiony piękny album już mamy:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Najpiękniejsze wakacje... Każde wakacje które spędzam ze swoją rodziną są cudowne. Jest to czas kiedy liczą się tylko dzieci. Nie ma prcay, telefonów i internetu.Wtedy przestajemy gonić za czymś , denerwować się. Tak było tego lata gdy polecieliśmy do Bługari. To był już drugi lot naszej córki mlodszej ale pierwsze jaki do teraz pamięta. Czas cudowny spędzony na wgłupach w basenie i morzu. Długi spacerach plażą oraz na licznych wycieczkach gdzie podziwialiśmy zabytki. Kiedy 2 tyg temu trafiłam do szpitalaz młodszą córką i kiedy powiedzianonam że córka ma cieżką chorobe nerek i będzie trzeba nas przetransporyować helikopterem do warszawy aby ją ratować od śmierci to moje życie zawaliło się. Po licznych badaniach, kłuciach , cewnikowaniu moja malutka córka brała tableta i oglądała zdjęcia z wakacji. Z jej oczu znikały łzy a pojawiał się uśmiech jak opeiadała o locie samolotem , zabawach w piasku i morzu ze starszą siostrą. Wtedy zrozumiałam że ważne są chwile spędzone z naszymi dziećmi. A wdpomnienia pozostają dlugo w ich pamięci.
    kasia_so@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiedy wyniki?Powinny pojawić się do wczoraj

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za Twój komentarz :)